Aktualności, SALS

SALS: Wywiad z Michałem Jurkiewiczem

Rozpoczynamy serię, w której przedstawiamy sylwetki zawodników Suwalskiej Amatorskiej Ligi Siatkówki, a którzy to otrzymali nagrody indywidualne w poprzednich edycjach. Oto pierwsza z nich.

Młody, wyluzowany, sympatyczny, urodzony sportowiec z umysłem matematycznym. Mimo, że w siatkówkę nie gra od urodzenia, jest urodzonym siatkarzem grającym na pozycji rozgrywającego. Uwielbia też Majkę, siatkówkę plażową, podróże i Excela. W poprzedniej edycji wybrany jako najlepszy rozgrywający Suwalskiej Amatorskiej Ligi Siatkówki 2017/2018. W tym roku gra w przebudowanym zespole KRESY, jest jego kapitanem. Mowa o Michale Jurkiewiczu!

Edyta: Michał, to już kolejny rok z SALS. ale tym razem grasz w zespole, który debiutuje w Suwałkach ale jest zespołem znanym z innych struktur.

Michał: Zgadza się – Kresy istnieją już kilka lat i dotąd brały udział wyłącznie w rozgrywkach amatorskiej ligi w Sejnach (w ubiegłym sezonie 4 miejsce). Nasi sponsorzy, a zarazem koledzy z drużyny (Adam, Arek) postanowili rozwinąć zespół i spróbować nowych wyzwań w Suwałkach. Debiutujemy w SALS jako zespół, ale większość zawodników występowała już w suwalskiej lidze. Myślę, że zbudowaliśmy ciekawą drużynę, która może namieszać.

E: W poprzedniej edycji SALS Twoja była drużyna (Matrix Krasnopol) grała świetnie, dwa wyróżnienia – dla Ciebie jako najlepszego rozgrywającego, dla Twojego kolegi z drużyny Barta Tomczyka – najlepszy libero – poprzeczkę zawiesiliście wysoko. Powalczysz w tym roku o ten tytuł?

M: Trzeba przyznać, że początek tamtego sezonu był w naszym wykonaniu bardzo przeciętny. Przytrafiły się wpadki i porażki z niżej notowanymi zespołami. Jednak każdy kolejny mecz nakręcał naszą lepszą grę i tak naprawdę najlepszą dyspozycję pokazaliśmy w rundzie finałowej. Potrafiliśmy walczyć jak równy z równym z faworytami ligi (Straż&ALP, 14 Dywizjon, Elektromil). Ostatecznie zajęliśmy 4 miejsce, ale gdyby uwzględnić wyłącznie rundę finałową skończylibyśmy rozgrywki na podium. Nagroda indywidualna to było bardzo miłe wyróżnienie i zaskoczenie. Wolałbym jednak zamienić tamtą nagrodę na miejsce na podium całej drużyny. W tym sezonie sytuacja jest podobna – w pierwszej kolejności liczy się dobro drużyny, a nagrody indywidualne to tylko przyjemny dodatek.

E: Jaki cel mają KRESY w tej edycji SALS?

M: Podobnie jak Ślepsk Malow w Pluslidze, tak Kresy debiutują w SALS. Nie chcemy narzucać na siebie niepotrzebnej presji wyniku. Znamy jednak swoją wartość i wiemy, że potrafimy grać w siatkówkę na przyzwoitym amatorskim poziomie. Nasz cel to w każdym kolejnym meczu dawać z siebie wszystko i cieszyć się siatkówką. Jaki przyniesie to rezultat – zobaczymy. Myślę, że realnie stać nas na miejsce w TOP6.

E: Za sobą mamy już kilka spotkań, przed nami prawie cała kolejka. Zapowiadają się niesamowite emocje, zwłaszcza, że widzimy, że niektóre zespoły bardzo dojrzały – chociażby SUKSS, znają się z innych struktur, niektóre są przebudowane a niektóre wręcz osłabione, inne nawet debiutują. Jakie są Twoje wrażenia po zagranych meczach? Jak oceniasz poziom sportowy SALS?

M: Nie miałem jeszcze okazji obejrzeć wszystkich zespołów w akcji, ale z tego co udało mi się zaobserwować poziom sportowy jest na równie zadowalającym poziomie jak 2 lata temu. Potencjał poszczególnych drużyn zweryfikuje pierwsza runda, po której dowiemy się, kogo stać na walkę o medale. Na uwagę zasługują oba zespoły SUKSS (Kadet i Junior). Z Juniorem mieliśmy już okazję rywalizować. Zagraliśmy naprawdę dobry mecz, jednak to nie wystarczyło na zdobycie choćby punktu. Dostaliśmy w pewnym sensie lekcję siatkówki. Doceniamy ich klasę, ale liczymy, że będziemy mieli okazję do rewanżu. Drugim naszym przeciwnikiem były Opakowania Kartex. Wynik wskazuje na łatwy mecz, ale nie do końca jest to prawdą. Opakowania walczyły twardo. Widać, że ich drużyna jest na etapie rozwoju. Życzymy im powodzenia w kolejnych meczach i świetnie, że nowa ekipa pojawiła się w lidze.

E: Z obserwacji widać, że jesteście zgranym zespołem. Trenujecie razem czy to magia siatkówki w waszym wydaniu?

M: Trenujemy raz w tygodniu, a dodatkowo rozgrywamy sparingi z innymi ligowymi drużynami. To prawda – atmosfera w zespole jest świetna. Każdy z nas ma swoje prywatne obowiązki, ale staramy się je pogodzić dla dobra Kresów. Co najważniejsze – w naszym zespole nie ma indywidualności. Tworzymy zgraną paczkę, każdy zna swoją rolę na boisku, a w razie potrzeby zastępuje go kolega i również daje z siebie maksa. Nie obrażamy się, gdy ktoś usiądzie na ławce. Sezon jest długi, każdy jest potrzebny i każdy będzie miał okazję pokazać swoje umiejętności.

E: Chyba nie musicie szukać swego stylu?

M: Nasz styl oparty jest na zespołowości. Dobra atmosfera, zaangażowanie oraz pozytywne nastawienie to podstawa. Z takim podejściem można wygrać nawet z dużo wyżej notowanym rywalem.

E: Michał, graliśmy razem w Lidze siatkówki w Sejnach, która pokazała, że świetnie radzisz sobie na pozycji przyjmującego. Które miejsce na boisku jest Ci bliższe bo przyznam, że fantastycznie prowadzisz grę jako rozgrywający…

M: Na pozycji przyjmującego grałem trochę z konieczności, ponieważ moja drużyna miała problemy ze składem. Robiłem co mogłem, aby pomóc drużynie. Zdaje sobie jednak sprawę, że na wyższym poziomie miałbym duże problemy jako przyjmujący. Moje warunki fizyczne bardziej predysponują mnie do rozegrania. Myślę, że pozycja rozgrywającego to moje właściwe miejsce na boisku. Lubię rozgrywać. Mam dużą satysfakcję, gdy umożliwiam koledze efektowny atak i przy okazji gubię blok przeciwnika.

E: To pozwólmy sobie na trochę „prywaty” – nie mogę nie zapytać jak zaczęła się Twoja przygoda z siatkówką i dlaczego siatkówka?

M: Grę w siatkówkę zacząłem w trzeciej klasie gimnazjum. Nie było konkretnego powodu, dlaczego wybrałem siatkówkę. Po prostu w mojej szkole organizowała się siatkarska drużyna, a ja jako zapalony sportowiec, nie mogłem sobie odmówić. Można powiedzieć, że była to sportowa miłość od pierwszego wejrzenia, która trwa do dziś.

E: A czy piłka nożna jest gdzieś w Twoim sercu czy wręcz odwrotnie gdzieś na dnie?

M: Zanim zacząłem grać w siatkówkę, piłka nożna była na pierwszym miejscu. Jednak z czasem to siatkówka stała się dla mnie ważniejszą dyscypliną. Myślę, że duży wpływ na moje upodobania miały wyniki naszych zawodowych sportowców w obu dyscyplinach. Podczas gdy siatkówka rosła w siłę, nasi piłkarze notowali bardzo duży regres. Uważam, że siatkówka jest również bardziej przyjazną dyscypliną. Tutaj nie ma bijatyk kiboli i zamieszek na trybunach.

E: Wiem, że jesteś umysłem matematyczno-ekonometrycznym i uwielbiasz Excela. Czego jeszcze nie wiemy o Michale Jurkiewiczu? Jakieś motory, smary, kanapa przed telewizorem i mecz Ślepsk Malow Suwałki? Co robisz w wolnym czasie jeżeli go masz?

M: Wolnego czasu mam bardzo mało. Praca, obowiązki, treningi. Jak dobrze wiesz, oprócz tego że gram, angażuję się również w organizację amatorskiej ligi siatkówki w Sejnach. Jednak gdy już całkowicie nie zajmuję się siatkówką, najwięcej czasu dzielę ze swoją narzeczoną, od której mam duże wsparcie. Mamy podobne zainteresowania. Lubimy wyskoczyć w teren i odwiedzić ciekawe miejsca. Rowery, rolki, spacery to u nas normalność. Od pewnego czasu wolne chwile poświęcam również nauce programowania. Chciałbym się rozwijać w tym kierunku, ponieważ to bardzo przyszłościowa branża.

E: Czyli ta siatkówka i tak jest zawsze i wszędzie.  Widzimy się na meczu Ślepska Malow Suwałki?

M: Nie mógłbym odmówić sobie tej przyjemności. Pamiętam czasy, kiedy Ślepsk debiutował w I lidze. Mecze rozgrywane były w sali I LO, a my z kolegami (nie mając jeszcze prawa jazdy) dojeżdżaliśmy na mecze z Sejn autobusem. Mam nawet szalik z tamtego sezonu i zamierzam zabierać go ze sobą na mecze Ślepska w Pluslidze.

E: Super! Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia!

Rozmawiała: Edyta Wojtach-Miezianko

Comments are closed.