Aktualności, SALS

SALS / Wywiad z Mateuszem Aleksa...

To kolejny materiał Suwalskiej Amatorskiej Ligi Siatkówki, w którym przedstawiamy sylwetki zawodników rozgrywek, a którzy to otrzymali nagrody indywidualne w poprzednich edycjach.

Najlepszy atakujący SALS 2016/2017. Zawodnik 14. Pułku. Wysoki, przystojny, wysportowany. Szaleńczo zakochany w siatkówce, ale i ona uwielbia jego. Na boisku przeciwnik czuje respekt przed jego atakiem. Nałogowy sportowiec. O sporcie, wyzwaniach, rozgrywkach SALS i siłach zbrojnych rozmawiam z kolegą, który ma pasje i wie czego chce – to Mateusz Aleksandrowicz.

Edyta Wojtach-Miezianko: Mateusz, raczej nie trzeba Ciebie i Was, jako drużyny, nikomu przedstawiać. Wszyscy zawodnicy to żołnierze 14. Pułku Przeciwpancernego w Suwałkach. Znacie się bardzo dobrze, gracie ze sobą w innych strukturach, znacie się także prywatnie. Zawsze staliście na podium. Jaki cel ma 14. Pułk w tej edycji?

Mateusz Aleksandrowicz: Cel jak zawsze jest ten sam… być jak najwyżej w tabeli, ale przy okazji dobrze się bawić.

E: W tym roku trzykrotny Mistrz SALS – Straż Pożarna & ALP ma nieco inny skład, są nowe twarze. Ich gra jest nierówna – jeden mecz wygrany (3:0 z Wiatrem Północy), jeden przegrany (0:3 z Elektromilem). Czy w tym roku czas na Was, czas na nowych mistrzów?

M: To jest siatkówka, sport nieobliczalny, wszystko się może zdarzyć. Na pewno będziemy walczyć o jak najlepszy wynik, ale lepiej podchodzić do tego zagadnienia na spokojnie i z chłodną głową. Myślę, że będzie dobrze.

E: Jesteście faworytem do podium. Cel jest jasny! Co jest najsilniejszą stroną 14. Pułku?

M: ,,Walka do ostatniej kropli krwi” (śmiech)

E: Za Wami pierwszy mecz z drużyną Landrynek. 3:0 dla Was. Czy to był łatwy pojedynek?

M: Zdecydowanie nie był, bo w tym meczu tak na dobrą sprawę dopiero się zgrywaliśmy po dłuższej przerwie, brakowało nam płynności, stabilności, ale suma sumarum popełniliśmy mniej błędów i w końcówkach trzymaliśmy nerwy na wodzy, co przeważyło szale zwycięstwa na naszą korzyść.

E: Kto gra pierwsze skrzypce na boisku w 14. Pułku?

M: Ciężkie pytanie, ponieważ jest kilku wyróżniających się i ułożonych zawodników, można powiedzieć ,,Pistoletów” i to jest klucz do sukcesu. No chyba nie napiszę, że ja… bo nie będzie to ani obiektywne, ani skromne.

E: Jesteś wojownikiem? Na boisku pokazujesz swój twardy charakter, mobilizujesz drużynę, dużo wymagasz od innych, ale też od siebie. Zawsze gracie do końca.

M: Dokładnie tak, w sporcie tak samo jak w życiu, nie można się poddawać przy napotkanej przeszkodzie, nasza cierpliwość testowana jest każdego dnia.

E: Z jednej strony – do Suwalskiej Amatorskiej Ligi Siatkówki dołączyło kilka nowych zespołów, z drugiej – możemy też zobaczyć stare ekipy, w których doszło do zmian i zostały one wzmocnione o nowych zawodników. Jak oceniasz poziom ligi w tym roku?

M: Z roku na rok poziom jest co raz wyższy, i to jest piękne. Poziom jest wysoki i na pewno w czołówce tabeli pod koniec sezonu będą konkretne przepychanki.

E: Tą rundę traktujecie jako rozpoznanie, diagnozę przeciwnika czy dajecie z siebie wszystko?

M: Jak zawsze dajemy z siebie wszystko, a rozpoznanie jest przy okazji. Jeżeli gramy swoje i nie popełniamy za dużo błędów własnych to ciężko z nami wygrać.

E: Czy każdy mecz to inne emocje? Jak to wygląda to od środka?

M: Emocje i adrenalina zawsze są, czy to w siatkówce czy innym sporcie i to jest właśnie piękno tego wszystkiego, cudowne uzależnienie. Jeżeli chodzi o spotkania, przewagę ma ten zespół który potrafi nad tym wszystkim zapanować.

E: Oboje gramy w siatkówkę, znamy się z parkietu i wiemy, że to wspaniała dyscyplina. Nie każdy jednak rozumie co w niej takiego wspaniałego. Na czym polega według Ciebie wyjątkowość siatkówki?

M: Przerobiłem w swoim życiu większość dyscyplin, a paradoksem jest to, że zawsze byłem indywidualistą, ale to w grach zespołowych najlepiej się czuję i mam największy “fun”. Wszyscy siatkarze to pozytywne świry, a to co się dzieje po meczach… niech pozostanie tajemnicą. Siatkówka jest bardzo technicznym sportem, wymaga bardzo dużej koordynacji ruchowej. Cały czas rozwija się “skilla”.

E: Jak zaczęła się Twoja przygoda z tym sportem?

M: Moja przygoda zaczęła się w podstawówce i nie ma tu jakiejś wielkiej filozofii – po prostu bylem jednym z najwyższych w swoim roczniku. W wieku 13 lat miałem 186 cm i chciałem w tamtych czasach spróbować każdej dyscypliny.

E: Próbowałeś swoich sił w innych dyscyplinach sportowych? Boks, piłka nożna? siłownia, cross-fit, rower?

M: Oczywiście, że tak. Jak napisałem wyżej. Siłownia jest obowiązkowa do tej pory, to coś, co nie pozwala rozsypać mi na drobne kawałki. Kiedy mogę chodzę pływać. Piłka nożna była kiedyś, bo jestem z pokolenia, które uważało, że nie było większego sensu siedzieć w domu. Rower to również podstawa – słuchawki w uszy i do lasu. Z lekkiej atletyki (żeby było prościej wymieniać) to nie rzucałem jedynie młotem i nie skakałem o tyczce. Z ciekawostek… 4 lata trenowałem aikido i kilka dobrych lat bawiłem się w parkour jak jeszcze nie było to modne. Fajnie powspominać czasy kiedy codziennie się trenowało i nic nie bolało!

E: Co roku, latem jesteś obecny także na turniejach siatkówki plażowej. Co jest Ci bliższe – siatkówka plażowa czy halowa?

M: Obie dyscypliny darzę taką samą sympatią. Siatkówka halowa jest cały czas, a w lato nie ma nic piękniejszego niż spędzanie aktywnie czasu na piachu i w gratisie opalenizna na hiszpańskiego Alvaro!

E: Pamiętam też Twoje wyzwanie 22 pompki dla weteranów. Wzorowo wykonałeś całe wyzwanie. Zawsze jesteś taki obowiązkowy jeśli postawisz sobie cel? Co było motorem działania?

M: To był fajny challenge, coś a’la facebook`owy łańcuszek, ale miał jakieś przesłanie, nominowała mnie koleżanka, która lata śmigłowcami w wojsku, pozdrawiam serdecznie. Postawiłem sobie cel, a że robię pompki codziennie, to przy okazji można było wykonać i nagłośnić coś sensownego.

E: Co robi Mateusz w wolnych chwilach poza uprawianiem sportu? Masz czas na leniuchowanie na kanapie w towarzystwie dobrej herbaty i ciekawego filmu? Planszówki? Odpalasz muzykę “na full”?

M: Muzyka jest obecna w moim życiu cały czas, nie ma nic piękniejszego niż słuchanie winyli wieczorami, bardzo odstresowujące. Często jeżdżę do lasu albo nad jezioro, siadam i wyciszam się myśląc o sensie egzystencji, chyba jedyny moment bez muzyki. Jak mam chwilę gram w cs’a! Seriale, filmy oczywiście, spotkania ze znajomymi, jazda motocyklem – kolejne uzależnienie. Czasami poczytam książki, żeby nie uwstecznić się już całkowicie (śmiech). Przez resztę czasu… śpię.

E: To wracamy do początku, do naszej ulubionej dyscypliny jaką jest siatkówka. Czy widzimy się na meczach Ślepska Malow Suwałki?

M: Oczywiście.

E: Jakie wyzwania na 2020 rok? Marzenia do spełnienia?

M: Przeżyć kolejny rok w zdrowiu i szczęściu, reszta przyjdzie sama.

E: To życzę spełnienia marzeń, wyśmienitej formy sportowej, zrealizowania wyzwań i do zobaczenia na meczach PlusLigi, w hali lub na plaży!

Rozmawiała: Edyta Wojtach-Miezianko

Aktualności, SALS

SALS / Wywiad z Konradem Giczews...

Kontynuujemy serię, w której przedstawiamy sylwetki zawodników Suwalskiej Amatorskiej Ligi Siatkówki, a którzy to otrzymali nagrody indywidualne w poprzednich edycjach. Oto kolejna z nich!

Najlepszy atakujący SALS 2017/2018, zawodnik Elektromilu, urodzony sportowiec. Mimo, że w siatkówkę gra amatorsko, to jego zasięg w ataku ma zawodową wysokość. Siatkówka to jedna z jego największych pasji, zaraz po fotografii. Inżynier, technolog, pasjonat sportu. O siatkówce, sporcie, fotografii i kalistenice rozmawiam z Konradem Giczewskim.

Edyta Wojtach-Miezianko: Konrad – według World Sports Encyklopedia – na świecie jest około ośmiu tysięcy dyscyplin sportowych… Dlaczego zakochałeś się w siatkówce?
Konrad Giczewski: Gdy byłem młody, szukałem swoich pasji i zainteresowań nie spodziewałem się, że będzie to siatkówka. Przeplatało się wiele aktywności, od takich podstawowych jak bieganie, piłka nożna i obowiązkowe ćwiczenia na WF przez dodatkowe bardziej ekstremalne po godzinach szkoły: deskorolka, parkour, akrobatyka. Z perspektywy czasu wiem, że to nie sama dyscyplina jest pasjonująca lecz ludzie z którymi tę pasję dzielisz. Najlepszych kompanów, jak dotąd, odnalazłem właśnie w siatkówce. Siatkówka to aktywność, która nie wybacza błędów… Zwróćcie uwagę, że to jeden z niewielu sportów gdzie kontakt tylko poprzez odbicie, a nie chwytanie czy toczenie piłki. To uczy dokładności i precyzji, a jej w życiu ciągle mało…
E: Czy istnieje jeszcze inna dyscyplina sportu, którą z taką energią, pasją i zacięciem uprawiasz? Zaskoczysz czytelnika?
K: Ciężko mi jest pozostać przy czymś jednym i nie próbować, odkrywać nowych dyscyplin. Jest ich tak wiele, że testując kolejne z pewnością wyniosę coś co będzie
mnie jeszcze rozwijać. Aktualnie, aktywności w których się realizuję ciężko opisać jakąkolwiek nazwą. To zlepek tego co trenowałem dotychczas m.in. z parkoura. Parkour i akrobatykę trenowałem z wyśmienitą suwalską ekipą AllStars. Z tych dyscyplin wyniosłem wiarę w swoje umiejętności, pozbycie się strachu i zrozumiałem, że lot głową w dół wcale nie musi być niebezpieczny. Stojąc teraz na boisku, gdy dzieli mnie z rywalem siatka nie mam obaw i staram się robić to co do mnie należy, najlepiej jak potrafię. Wspomniałaś o wyskoku, to akurat zabawne, bo nigdy nie trenowałem tego aby skakać wysoko. Jestem przekonany, to efekt zajawki jaką była jazda na deskorolce. I właśnie dlatego nie poprzestaję szukać nowych zajawek, wyciągam z nich właściwą dla mnie cząstkę i implementuje do swojej gry.
E: W poprzedniej edycji SALS zostałeś oceniony i wybrany na najlepszego atakującego edycji. Tytuł godny, zacny i w 100 % zasłużony. Czy ta nagroda była dla Ciebie
zaskoczeniem?
K: Zdecydowanie tak, nie często zdarza się mi zdobywać nagrody indywidualne, więc takie wyróżnienie smakowało wyjątkowo dobrze. W grze zespołowej nastawiony byłem zawsze na pełne wsparcie drużynie, pozycja przyjmującego, którą reprezentowałem właśnie na tym polega. Dostarcz idealnie na paluszki, a później wykończ. Najwyraźniej tym razem lepiej mi szło właśnie wykańczanie.
E: Grasz w Elektromilu, to bardzo sympatyczna drużyna, ale przede wszystkim fantastycznie grająca w siatkówkę, zawsze stała na podium. W tym roku oczywiście
również o nie walczycie. Chcecie poprawić wynik z poprzedniej edycji?
K: Swoją grę opieramy na dobrej zabawie i nie wariujemy na punkcie wygranych za wszelką cenę. Zdarzają się potknięcia, tak jak chociażby w pierwszym meczu, w którym podzieliliśmy się punktami z SUKSS-em. Niemniej aspiracje i ambicje zawsze pchną do zwycięstwa. Damy zatem z siebie wszystko aby poprawić swoją grę na jeszcze lepszą.
E: To Twój drugi sezon w Elektromilu i gracie raczej nie zmienionym składem. Świetnie się rozumiecie na boisku, gracie bardzo dojrzałą siatkówkę, jesteście zgrani
a gra sprawia Wam przyjemność. Jaka jest wasza metoda na sukces?
K: Jest jedna złota zasada, której trzymamy się ciągle. Nie kłócimy się. Każdy gra z pewnych powodów dla siebie. Chce udowodnić sobie gdy stojąc na boisku
wie, że jest tu nie przypadkowo, a gdy każdy osiągnie samospełnienie wtedy drużyna gra jak z nut. Ot cały sekret…
E: Zaryzykujmy… Jakie, Twoim zdaniem, będzie podium tej edycji?
K: Przy tak równo obsadzonych zespołach ciężko jest wybrać finalistów. Wszystkim drużynom życzę, aby swoją grą wspięły się na wyżyny i walczyły o najwyższy stopień podium.
E: Pierwsze mecze pokazały, że jesteście drużyną bardzo zgraną, waleczną, ale też potraficie skoncentrować się na grze i konsekwentnie dążyć do wygranej. Ograliście
3:0 trzykrotnego Mistrza SALS Straż Pożarną i ALP.
K: 3:0… brzmi to tak, jakby to było łatwe zwycięstwo, ale wracam do tego spotkania i widzę to, jak przy wyniku 5:1 dla rywali bierzemy pierwszy czas. Kubeł zimnej wody w przerwie i dopiero wtedy zaczęliśmy grę na swoich zasadach. Straż i Alp to świetny doświadczony zespół i owszem zwycięstwo smakowało wyjątkowo, lecz my się jeszcze nie najedliśmy…
E: Jak oceniasz rywali i poziom sportowy tej edycji SALS?
K: Co edycja to zaskoczenie, nowe twarze, nowe zespoły, nowe umiejętności. Widać ogromny postęp w siatkówce suwalskiej. Poziom jest bardzo wysoki, od wielu nawet młodszych graczy można się jeszcze wiele nauczyć.
E: Według mnie w tym roku macie bardzo duże szanse na podium.
K: Dziękujemy za wiarę w Nas, zrobimy wszystko co w Naszej mocy, aby spełnić te oczekiwania. Z pewnością jest to wyzwanie, a my jak pokazaliśmy wcześniej lubimy je podejmować.
E: To jest Wasz cel na tą edycję?
K: Wyeliminować błędy, które popełniliśmy wcześniej i dawać wszystkim przyjemność z gry oraz oglądania Nas w potyczkach ligowych.
E: Konrad, znamy się z boiska i wiem, że jesteś siatkarzem super uniwersalnym, wielozadaniowym. Dobrze czujesz się w roli atakującego?
K: Bardzo dobrze się czuję i ostatnio zadaje sobie pytanie: dlaczego wcześniej się na to nie zdecydowałem? Świetna pozycja na boisku, staram się ją odkrywać i widzę, że zmienia ona zupełnie obraz całej gry. Szczególnie II linia, rewelacja.
E: Czy pomaga Ci w siatkówce inżynierskie podejście do rozwiązywania problemów?
K: Zastanawiam się gdzie widziałaś tę frazę? (śmiech) Jestem typem analityka, lubię słuchać bardziej doświadczonych i wyciągać z tego odpowiednie wnioski. Walczę sam ze sobą na boisku już ok 14 lat, wciąż analizuję co robię źle i co mam zrobić aby to poprawić. Efekty mojego inżynierskiego podejścia możecie zobaczyć podczas gry. Oceńcie sami.
E: Twoja przygoda z siatkówką nie zaczęła się od młodych lat szkoły podstawowej z dwugodzinnym odbijaniem o ścianę, jaka jest Twoja historia?
K: Przygoda rozpoczęła się od pobytów na wsi i odbijania twardą piłką przez bramę drewnianą – mojego wzrostu. Rodzeństwo miało łatwiej, bo byli wyżsi o co najmniej głowę, jak nie dwie. I tak odbijaliśmy w wolnej chwili przez pół wakacji. Oczywiście to oni wygrywali. Wtedy nauczyłem się odbijać sposobem dolnym, miałem jakieś 10 lat.
E: Konrad, ze sportem właściwie obcujesz na co dzień, ponieważ biegasz, grasz w siatkówkę, ćwiczysz, uprawiasz street workout, interesujesz się i ćwiczysz akrobatykę. Czy kalistenika, czyli ćwiczenia z wykorzystaniem własnej masy ciała, pomaga Ci zachować równowagę, zwinność i koordynację na boisku?
K: Tej aktywności już nie ma tak wiele, choć nie ukrywam, że sprawia mi ogromną radość powrót do sportów bardziej ekstremalnych. Akrobatyka przeplatała
się w moim życiu już wiele lat temu i po prawie 4 letniej przerwie spowodowanej kontuzją spróbowałem wrócić. Fizycznie wciąż czuje się przygotowany, a ostatnio
okazało się, że ewolucji takiej jak salto w tył się nie zapomina, a w zasadzie ciało jej nie zapomina. Kto wie, może uda się wrócić do rytuału w którym każde wejście na boisko poprzedzone było właśnie saltem?
E: A co z tą fotografią? Co robisz w czasie wolnym?
K: Fotografia uzupełnia moje życie z innej, przeciwnej strony. To hobby indywidualne, w którym „sukces” w tym przypadku dobry kadr zależy od początku do końca wyłącznie ode mnie. Staram się w tym zanurzać w miarę gdy czas pozwoli. Fotografia wycisza, uczy cierpliwości, a to później skutkuje opanowaniem podczas wielkich emocji na boisku. Taki wewnętrzny azyl.
E: Konstruujesz jakiś pojazd na off road into adventure? Składasz motocykl, może jakiś crossowy?
K: Motocykli nie buduję, a jedynie użytkuję. Spełniając swoje marzenie z dzieciństwa pozwoliłem sobie na pierwszy jednoślad. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę, bo można doświadczyć wielu emocji i porządnej dawki adrenaliny.
E: Można porównać tą adrenalinę przy jeździe motorem z grą w siatkówkę?
K: Porównać to może nie, bo każda z tych czynności daje duży zastrzyk endorfin na swój sposób. Z motocyklem jest łatwiej, bo już nie trzeba 11 graczy, boiska i piłki.
E: …czyli mimo wszystko widzimy się na nowej hali Suwałki Arena na meczach Ślepska Malow Suwałki?
K: Oczywiście, że tak, a zwłaszcza mając na uwadze fakt, że nasza suwalska drużyna staje w szranki z zespołami klasy światowej chętnie będę uczestniczył w tych
widowiskach. Marzę jednak bardziej o możliwości skonfrontowania swoich umiejętności z drużyną Ślepska Malow Suwałki…
E: Bardzo dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za Elektromil.

Rozmawiała: Edyta Wojtach-Miezianko
Foto: Konrad Giczewski

Aktualności, SALS

SALS: Wywiad z Michałem Jurkiewi...

Rozpoczynamy serię, w której przedstawiamy sylwetki zawodników Suwalskiej Amatorskiej Ligi Siatkówki, a którzy to otrzymali nagrody indywidualne w poprzednich edycjach. Oto pierwsza z nich.

Młody, wyluzowany, sympatyczny, urodzony sportowiec z umysłem matematycznym. Mimo, że w siatkówkę nie gra od urodzenia, jest urodzonym siatkarzem grającym na pozycji rozgrywającego. Uwielbia też Majkę, siatkówkę plażową, podróże i Excela. W poprzedniej edycji wybrany jako najlepszy rozgrywający Suwalskiej Amatorskiej Ligi Siatkówki 2017/2018. W tym roku gra w przebudowanym zespole KRESY, jest jego kapitanem. Mowa o Michale Jurkiewiczu!

Edyta: Michał, to już kolejny rok z SALS. ale tym razem grasz w zespole, który debiutuje w Suwałkach ale jest zespołem znanym z innych struktur.

Michał: Zgadza się – Kresy istnieją już kilka lat i dotąd brały udział wyłącznie w rozgrywkach amatorskiej ligi w Sejnach (w ubiegłym sezonie 4 miejsce). Nasi sponsorzy, a zarazem koledzy z drużyny (Adam, Arek) postanowili rozwinąć zespół i spróbować nowych wyzwań w Suwałkach. Debiutujemy w SALS jako zespół, ale większość zawodników występowała już w suwalskiej lidze. Myślę, że zbudowaliśmy ciekawą drużynę, która może namieszać.

E: W poprzedniej edycji SALS Twoja była drużyna (Matrix Krasnopol) grała świetnie, dwa wyróżnienia – dla Ciebie jako najlepszego rozgrywającego, dla Twojego kolegi z drużyny Barta Tomczyka – najlepszy libero – poprzeczkę zawiesiliście wysoko. Powalczysz w tym roku o ten tytuł?

M: Trzeba przyznać, że początek tamtego sezonu był w naszym wykonaniu bardzo przeciętny. Przytrafiły się wpadki i porażki z niżej notowanymi zespołami. Jednak każdy kolejny mecz nakręcał naszą lepszą grę i tak naprawdę najlepszą dyspozycję pokazaliśmy w rundzie finałowej. Potrafiliśmy walczyć jak równy z równym z faworytami ligi (Straż&ALP, 14 Dywizjon, Elektromil). Ostatecznie zajęliśmy 4 miejsce, ale gdyby uwzględnić wyłącznie rundę finałową skończylibyśmy rozgrywki na podium. Nagroda indywidualna to było bardzo miłe wyróżnienie i zaskoczenie. Wolałbym jednak zamienić tamtą nagrodę na miejsce na podium całej drużyny. W tym sezonie sytuacja jest podobna – w pierwszej kolejności liczy się dobro drużyny, a nagrody indywidualne to tylko przyjemny dodatek.

E: Jaki cel mają KRESY w tej edycji SALS?

M: Podobnie jak Ślepsk Malow w Pluslidze, tak Kresy debiutują w SALS. Nie chcemy narzucać na siebie niepotrzebnej presji wyniku. Znamy jednak swoją wartość i wiemy, że potrafimy grać w siatkówkę na przyzwoitym amatorskim poziomie. Nasz cel to w każdym kolejnym meczu dawać z siebie wszystko i cieszyć się siatkówką. Jaki przyniesie to rezultat – zobaczymy. Myślę, że realnie stać nas na miejsce w TOP6.

E: Za sobą mamy już kilka spotkań, przed nami prawie cała kolejka. Zapowiadają się niesamowite emocje, zwłaszcza, że widzimy, że niektóre zespoły bardzo dojrzały – chociażby SUKSS, znają się z innych struktur, niektóre są przebudowane a niektóre wręcz osłabione, inne nawet debiutują. Jakie są Twoje wrażenia po zagranych meczach? Jak oceniasz poziom sportowy SALS?

M: Nie miałem jeszcze okazji obejrzeć wszystkich zespołów w akcji, ale z tego co udało mi się zaobserwować poziom sportowy jest na równie zadowalającym poziomie jak 2 lata temu. Potencjał poszczególnych drużyn zweryfikuje pierwsza runda, po której dowiemy się, kogo stać na walkę o medale. Na uwagę zasługują oba zespoły SUKSS (Kadet i Junior). Z Juniorem mieliśmy już okazję rywalizować. Zagraliśmy naprawdę dobry mecz, jednak to nie wystarczyło na zdobycie choćby punktu. Dostaliśmy w pewnym sensie lekcję siatkówki. Doceniamy ich klasę, ale liczymy, że będziemy mieli okazję do rewanżu. Drugim naszym przeciwnikiem były Opakowania Kartex. Wynik wskazuje na łatwy mecz, ale nie do końca jest to prawdą. Opakowania walczyły twardo. Widać, że ich drużyna jest na etapie rozwoju. Życzymy im powodzenia w kolejnych meczach i świetnie, że nowa ekipa pojawiła się w lidze.

E: Z obserwacji widać, że jesteście zgranym zespołem. Trenujecie razem czy to magia siatkówki w waszym wydaniu?

M: Trenujemy raz w tygodniu, a dodatkowo rozgrywamy sparingi z innymi ligowymi drużynami. To prawda – atmosfera w zespole jest świetna. Każdy z nas ma swoje prywatne obowiązki, ale staramy się je pogodzić dla dobra Kresów. Co najważniejsze – w naszym zespole nie ma indywidualności. Tworzymy zgraną paczkę, każdy zna swoją rolę na boisku, a w razie potrzeby zastępuje go kolega i również daje z siebie maksa. Nie obrażamy się, gdy ktoś usiądzie na ławce. Sezon jest długi, każdy jest potrzebny i każdy będzie miał okazję pokazać swoje umiejętności.

E: Chyba nie musicie szukać swego stylu?

M: Nasz styl oparty jest na zespołowości. Dobra atmosfera, zaangażowanie oraz pozytywne nastawienie to podstawa. Z takim podejściem można wygrać nawet z dużo wyżej notowanym rywalem.

E: Michał, graliśmy razem w Lidze siatkówki w Sejnach, która pokazała, że świetnie radzisz sobie na pozycji przyjmującego. Które miejsce na boisku jest Ci bliższe bo przyznam, że fantastycznie prowadzisz grę jako rozgrywający…

M: Na pozycji przyjmującego grałem trochę z konieczności, ponieważ moja drużyna miała problemy ze składem. Robiłem co mogłem, aby pomóc drużynie. Zdaje sobie jednak sprawę, że na wyższym poziomie miałbym duże problemy jako przyjmujący. Moje warunki fizyczne bardziej predysponują mnie do rozegrania. Myślę, że pozycja rozgrywającego to moje właściwe miejsce na boisku. Lubię rozgrywać. Mam dużą satysfakcję, gdy umożliwiam koledze efektowny atak i przy okazji gubię blok przeciwnika.

E: To pozwólmy sobie na trochę “prywaty” – nie mogę nie zapytać jak zaczęła się Twoja przygoda z siatkówką i dlaczego siatkówka?

M: Grę w siatkówkę zacząłem w trzeciej klasie gimnazjum. Nie było konkretnego powodu, dlaczego wybrałem siatkówkę. Po prostu w mojej szkole organizowała się siatkarska drużyna, a ja jako zapalony sportowiec, nie mogłem sobie odmówić. Można powiedzieć, że była to sportowa miłość od pierwszego wejrzenia, która trwa do dziś.

E: A czy piłka nożna jest gdzieś w Twoim sercu czy wręcz odwrotnie gdzieś na dnie?

M: Zanim zacząłem grać w siatkówkę, piłka nożna była na pierwszym miejscu. Jednak z czasem to siatkówka stała się dla mnie ważniejszą dyscypliną. Myślę, że duży wpływ na moje upodobania miały wyniki naszych zawodowych sportowców w obu dyscyplinach. Podczas gdy siatkówka rosła w siłę, nasi piłkarze notowali bardzo duży regres. Uważam, że siatkówka jest również bardziej przyjazną dyscypliną. Tutaj nie ma bijatyk kiboli i zamieszek na trybunach.

E: Wiem, że jesteś umysłem matematyczno-ekonometrycznym i uwielbiasz Excela. Czego jeszcze nie wiemy o Michale Jurkiewiczu? Jakieś motory, smary, kanapa przed telewizorem i mecz Ślepsk Malow Suwałki? Co robisz w wolnym czasie jeżeli go masz?

M: Wolnego czasu mam bardzo mało. Praca, obowiązki, treningi. Jak dobrze wiesz, oprócz tego że gram, angażuję się również w organizację amatorskiej ligi siatkówki w Sejnach. Jednak gdy już całkowicie nie zajmuję się siatkówką, najwięcej czasu dzielę ze swoją narzeczoną, od której mam duże wsparcie. Mamy podobne zainteresowania. Lubimy wyskoczyć w teren i odwiedzić ciekawe miejsca. Rowery, rolki, spacery to u nas normalność. Od pewnego czasu wolne chwile poświęcam również nauce programowania. Chciałbym się rozwijać w tym kierunku, ponieważ to bardzo przyszłościowa branża.

E: Czyli ta siatkówka i tak jest zawsze i wszędzie.  Widzimy się na meczu Ślepska Malow Suwałki?

M: Nie mógłbym odmówić sobie tej przyjemności. Pamiętam czasy, kiedy Ślepsk debiutował w I lidze. Mecze rozgrywane były w sali I LO, a my z kolegami (nie mając jeszcze prawa jazdy) dojeżdżaliśmy na mecze z Sejn autobusem. Mam nawet szalik z tamtego sezonu i zamierzam zabierać go ze sobą na mecze Ślepska w Pluslidze.

E: Super! Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia!

Rozmawiała: Edyta Wojtach-Miezianko

Aktualności, SALS

1. Kolejka Suwalskiej Amatorskie...

Suwalska Amatorska Liga Siatkówki powróciła w kolejnej odsłonie! W tym sezonie SALS mecze będą rozgrywane we wtorki, od godz. 18:00 jeszcze w hali Ośrodka Sportu i Rekreacji w Suwałkach. Później rozgrywki przeniosą się do hali widowiskowo-sportowej “Suwałki Arena”.

Na boisku po raz kolejny zobaczymy fantastyczne zespoły. Większość zawodników zna się z poprzednich edycji SALS, będziemy więc mogli zobaczyć na parkiecie starych znajomych a także poznać nowych siatkarzy, którzy będą debiutować w rozgrywkach. Dla niektórych zawodników będzie to świetna okazja do rewanżu, jak również walki o kolejny puchar.

Przypomnijmy, że poprzednią edycję Suwalskiej Amatorskiej Ligi Siatkówki wygrał zespół Straży Pożarnej & ALP, który w emocjonującym finale pokonał 14
Dywizjon, natomiast trzecie miejsce zajął Elektromil.

A jak będzie w tym roku? Który z zespołów zdobędzie podium i nowy puchar? Kto zdobędzie indywidualne nagrody? Przed nami kilkanaście fantastycznych,
wybornych i unikalnych wtorków w towarzystwie amatorskiej siatkówki przez duże „S”.

Przy pełnych trybunach, pierwsza kolejka SALS pokazała zaciętą walkę, moc zespołów oraz pierwsze niespodzianki.

1. Straż Pożarna – Wiatr Północy
2. SUKSS Kadet – Elektromil
3. No Name – Atlas
4. Landrynki – 14. Pułk Przeciwpancerny
5. Opakowania Kartex – Livioon Vita Suwałki
6. Kresy – SUKSS Junior

1. Dużą niespodziankę dla Strażaków sprawił Wiatr Północy, który rozegrał bardzo wyrównane trzy sety (25:22, 25:15, 25:21). Zdobywcy tytułu z
poprzedniej edycji wydawali się być na boisku trochę uśpieni. Wiatr Północy grał równo, popisywał się bardzo dobrą zagrywką w wykonaniu damskim oraz bardzo pozytywnym nastawieniem. Na początku trzeciego seta objął prowadzenie i wyprzedzał Strażaków o 5 punktów. Jednak po bardzo wyrównanej rywalizacji lepsi okazali się doświadczeni zdobywcy pucharu wygrywając trzy sety.

2. Świetny, również wyrównany mecz rozegrała drużyna Bartosza Jasińskiego oraz Bartosza Łabacza SUKSS Kadet, który swoją młodością przygniótł nieco doświadczony Elektromil. Fantastyczne obrony, mocne i widowiskowe ataki były obecne po obu stronach siatki. W drugim secie zdobywca trzeciego miejsca musiał uznać wyższość najmłodszej drużyny SALS przegrywając do 22, jednak w całym meczu to “otrzaskany” z siatkówką Elektromil odnosi zwycięstwo (20:25, 25:22, 24:26).

3. Kolejne spotkanie to mecz w wykonaniu zespołu, który nie zmienił swojego składu – ATLAS, a który świetnie znamy z parkietów SALS Ligi z przebudowanym, mieszanym zespołem No Name. Mimo, iż pierwszy set wydawał się rozgrzewką i nerwową grą dla obu zespołów, to kolejne sety były już kontrolowane przez Atlas, który pewnie zwyciężył 3:0 (25:22, 25:22, 25:13).

4. Temperatura wzrosła, kiedy na parkiecie pojawił się 14. Pułk Przeciwpancerny, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Rozegrał pojedynek z Landrynkami, zespołem debiutującym w SALS, ale tylko z nazwy. Przebudowany, mający nowych zawodników zespół Landrynek sprawił 14. Pułkowi nie lada niespodziankę i był godnym przeciwnikiem. Siatkarze obu drużyn rozegrali bardzo wyrównane spotkanie, na zmianę przejmując inicjatywę gry. Ostatecznie lepszy okazał się 14. Pułk wygrywając w całym meczu 3:0 (25:23, 26:24, 25:18).

5. Świetny mecz zagrała ostatnia para wieczoru – debiutujące zespoły, ale także tylko z nazwy – Kartex oraz Livioon Vita Suwałki. Mieszany zespół Livioon Vita Suwałki. przejął inicjatywę w pierwszych dwóch setach, fantastycznie kontrolował grę i przy dużej ilości błędów przeciwnika wygrał łatwo dwa sety. Trzeci set należał do Kartex-u i w całym meczu 1:2 (20:25, 15:25, 25:16).

6. Duża część obserwatorów podziwiała drugą drużynę pary trenerów Jasiński/Łabacz SUKSS Junior, który rozpędzony pokonał łatwo Kresy. Finezja gry, siła zespołu, zgranie ale i widowiskowe ataki, niesamowite obrony spowodowały, że w pierwszych dwóch setach KRESY były bezradne. Mimo, iż w swoim zespole mają doświadczonych, znanych zawodników z parkietu SALS,  nie udało się urwać seta a podjęta w trzecim secie walka zakończyła się i tak zwycięstwem SUKSS. W całym meczu 3:0 (25:19, 25:13, 25:23) dla Juniora.

Teraz studzimy nieco emocje i z niecierpliwością czekamy na następną kolejkę!

Redakcja: Edzia